Archiwum

Michelle i ja. Ciężkie doświadczenie biografki pierwszej damy

Bo to tak działa: gdy człowiek kontaktuje się ze źródłami należącymi do bliskiego kręgu postaci politycznej, o której się pisze, wówczas oni sprawdzają, czy mogą z tobą rozmawiać. Niemal natychmiast dowiedziałam się, że zasugerowano im, by odpowiadali mi "nie"

Pisanie tekstów biograficznych dotyczących osób z kręgów polityki jest jak wydawanie na świat dzieci: zapominasz, jakie to jest bolesne, aż do chwili gdy musisz przejść ponownie przez całe to doświadczenie. A gdy już rodzisz, wtedy myślisz: - Niech to ktoś zatrzyma, i to jak najszybciej! Całe to dopraszanie się o dopuszczenie do tej osoby, proszące telefony to tzw. źródeł, wszystkie te odzywki typu "żadnych komentarzy", lancze z ludźmi, którzy długo gadają ale tak, by nie powiedzieć właściwie niczego... Jako dziennikarka i pisarka specjalizująca się w takich sylwetkach, myślałam, że sięgnęłam dna upokorzenia gdy zajmowałam się Hillary Clinton (która nigdy ze mną nie rozmawiała) i z Al Gore (który wreszcie zgodził się na wywiad). Jednak dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że właściwie to nigdy nie zaznałam prawdziwej dziennikarskiej męki dopóki nie rozpoczęłam pisania biografii Michelle Obama.

Jak trudne okazało się to przedsięwzięcie? Jak wielką przeszkodą była kampania prezydencka jej męża? Wspaniale, że pytacie! Oto i przykład: kilka miesięcy wcześniej Michelle wypowiedziała swoje słynne obecnie słowa o tym, że dopiero te wybory spowodowały, iż ona sama, jako dojrzała kobieta, naprawdę jest dumna ze swojego kraju - no i stała się potem celem rozległego spisku zawiązanego w Sieci, którego celem było dorobienie jej gęby nie-patriotki, a na dobitkę kobiety dającej upust swojej niechęci na tle rasowym. Mój artykuł dla "Timesa" miał dotyczyć wysiłków sztabu kampanii Baracka, żeby zmienić ów wizerunek: w każdym razie Michelle wyraziła ogromne zdziwienie i zaskoczenie tą kampanią nienawiści skierowaną przeciw niej - powiedziała wtedy, że ktoś, kto spędzi z nią dłuższy czas, sam się na pewno przekona, że cała ta wylewana na nią żółć to jedno wielkie kłamstwo. - Jestem gotowa przeprowadzić kogokolwiek przez swoje życie - zadeklarowała.

Akurat wtedy, tego samego dnia, byłam w Chicago i starałam się skłonić pewne osoby do "przeprowadzenia mnie" przez to, co oni sami wiedzieli o jej życiu, ale kampania prezydencka coraz bardziej utrudniała mi te zamiary. Wśród tych, z którymi zamierzałam rozmawiać był dalszy kuzyn Michelle, Capers Funnye jr, którego matka była siostrą dziadka Michelle ze strony ojca. Funnye jest bardzo sympatycznym i bardzo ciekawym facetem, który przeszedł na judaizm i został rabinem. Już wcześniej umówiłam się z nim na rozmowę o rodzinie państwa Robinsonów, ale gdy do mnie nie oddzwonił, pojechałam do synagogi w Chicago. Otworzył drzwi, ale gdy się przedstawiłam, posmutniał. On sam, powiedział, jest towarzyski i uwielbia rozmawiać, ale skonsultował sprawę ze sztabem kampanii i zasugerowano mu, żeby nie udzielał żadnych większych wywiadów.

~ Nowość "Pierwsza wydana w Polsce biografia Michelle Obamy!"

strony:

Artykuł Lizy Mundy o jej książce Michelle Obama. Biografia, zamieszczony na łamach

Dodaj komentarz

Dodany: Środa, 18 Lutego   wykop ten link!


Oceń artykuł

Oceń teraz: 5.0 (głosów: 1)

 RSS komentarzy

  • Autor: patrycja schalau - (2009-05-05 19:07)

    nawet niezly pomysł ale musze schudnąć bo obiecałam mojej przyjaciółcc agnieszki laszkowskiej

      www

  • Autor: Agnieszka Łaszkowska - (2010-10-17 15:03)

    Dzięki ale nie skorzystam

      www

  • Autor: Monia - (2011-07-14 18:06)

    3 facetow juz mnie puscilo bokiem - pozakladalam im profile i ostrzegam inne naiwne dziewczyny - wejdźcie na zdradnik.pl !

     

więcej


więcej