Archiwum


Ale żeby zacząć od początku: w roku 2007 sporządziłam dla "Washington Post" analizę dotyczącą coraz bardziej obiecującej kampanii politycznej Baracka Obamy. Rozmawiałam wtedy z Michelle i jej bratem Craigiem, a był to czas gdy żadne z nich nie znajdowało się jeszcze pod tak ścisłą kontrolą. Oba wywiady dostarczyły mi mnóstwo materiału, który mógłby okazać się przydatny gdybym zamierzała napisać jej studium biograficzne. Zawsze interesowały mnie kobiety polaryzujące opinie publiczną, a poza tym - bez względu na to, co się mówi o wpływie żon na mężów - uznałam, że kobieta, która jest jednym z najbliższych doradców swojego męża zasługuje na większe niż zwykle zainteresowanie. Toteż gdy oficyna Simon and Schuster zapytała, czy chciałabym napisać "kampanijną" biografie Michelle, odpowiedziałam "tak".

Ona sama jest potomkinią niewolników z Południowej Karoliny. Jej dziadek przeniósł się do Chicago podczas Wielkiej Migracji. Gdy była dzieckiem jej otoczenie uległo przekształceniu z powodu ucieczki stamtąd Białych: jedno z jej pierwszych wspomnień z dzieciństwa to obraz wyprowadzających się Białych podczas gdy jej rodzina wprowadzała się do domu. Uczęszczała do Princeton u szczytu dyskusji o akcji afirmatywnej: ja sama studiowałam tam mniej więcej w tym samym czasie. Dlatego też wysłałam maile do osób, z którymi miałam do czynienia pisząc poprzednie studium biograficzne: napisałam im, że liczę na współpracę z ich strony. Po wymianie korespondencji jej rzeczniczka do kontaktów z mediami, Katie McCormick Lelyveld, oświadczyła mi jednak, że sztab kampanii współpracować ze mną nie będzie.

Początkowo sądziłam, iż jest to tylko część dobrze mi znanej procedury. Sztaby kampanii często zapowiadają, że żadnej współpracy nie będzie, toteż należy wracać oknem gdy wyrzucą cię drzwiami, pisać wytrwale maile i chwytać ludzi za guzik, żeby rozmawiali. Przeszłam przez to wszystko gdy pisałam o Baracku: jego sztabowcy obiecali mi z nim wywiad, a potem się wycofali, gdy jednak dopadłam go po posiedzeniu komisji senackiej i przypomniałam o obietnicy, przyznali mi w końcu dwadzieścia minut na rozmowę.

Tym razem pojechałam do Chicago, żeby posłuchać przemówienia Michelle i odnaleźć panią Lelyveld. Usiłowałam jej wyjaśnić, że zamierzam napisać uczciwą i szczerą książkę i że będzie to dla kampanii jej męża znakomita okazja, by otrzymać wizerunek Michelle "oczyszczony" ze wszelkich niejasności i zarzutów. Jednak usłyszałam, że wszyscy są bardzo zajęci, a poza tym że ona sama nie sądzi, by była odpowiednia ilość czasu na wydanie rzeczywiście dobrej książki - przed dniem wyborów. W tej sytuacji poprosiłam ją tylko o to, żeby nie zamykano mi dostępu do źródeł, z którymi wstępnie rozmawiałam przez telefon.
strony:

Artykuł Lizy Mundy o jej książce Michelle Obama. Biografia, zamieszczony na łamach

Dodaj komentarz

Dodany: Środa, 18 Lutego   wykop ten link!


Oceń artykuł

Oceń teraz: 5.0 (głosów: 1)

 RSS komentarzy

  • Autor: patrycja schalau - (2009-05-05 19:07)

    nawet niezly pomysł ale musze schudnąć bo obiecałam mojej przyjaciółcc agnieszki laszkowskiej

      www

  • Autor: Agnieszka Łaszkowska - (2010-10-17 15:03)

    Dzięki ale nie skorzystam

      www

  • Autor: Monia - (2011-07-14 18:06)

    3 facetow juz mnie puscilo bokiem - pozakladalam im profile i ostrzegam inne naiwne dziewczyny - wejdźcie na zdradnik.pl !

     

więcej


więcej