Archiwum


Bo to tak działa: gdy człowiek kontaktuje się ze źródłami należącymi do bliskiego kręgu postaci politycznej, o której się pisze, wówczas oni sprawdzają, czy wszystko jest okay, czy mogą z tobą rozmawiać. Niemal natychmiast dowiedziałam się, że zasugerowano im, by odpowiadali mi "nie". Napisałam do administratora grupy, w zarządzie której zasiada Michelle i otrzymałam taką oto odpowiedź: "Jestem w Londynie. Czy chce pani poczekać aż powrócę do Chicago, czy może chce pani rozmawiać ze mną przez telefon?" Odpisałam, że i jedno i drugie mi odpowiada. W odpowiedzi otrzymałam maila jakże innego w tonie od poprzedniego: "Chyba będziemy musieli z tym poczekać. Po powrocie znów niebawem wyjeżdżam, a w międzyczasie będę bardzo zajęty." Moje kolejne maile pozostały bez odpowiedzi.

No i tak mniej więcej to dalej szło. Odnalazłam w Chicago jej kuzyna, który od razu zgodził się ze mną rozmawiać, ale nagle i nieoczekiwanie odmówił. Wysłałam maila do Craiga Robinsona, trenera koszykówki w Oregonie. Natychmiast odpisał: "Z przyjemnością pomogę". Lecz zainterweniowała pani Lelyveld i uniemożliwiła wywiad.
Latem sztab kampanii zaangażował pewną liczbę pracowników ze stanu Waszyngton. Ilekroć kontaktowałam się z kimkolwiek z nich, miałam nadzieję, że w końcu jakiś weteran odpowie mi: "Hm, a dlaczego nie?" Nici z tego wyszyły. Zwykle nawet nie otrzymywałam odpowiedzi

Wreszcie uznałam, że muszę sama dotrzeć do Michelle. Dlatego też pojechałam do Pontiac w stanie Michigan, gdzie miała wygłosić przemówienie w przyjemnej sali koncertowej zwanej Crofoot. Nim jednak udałam się w tę podróż, napisałam list do Michelle, do którego dołączyłam swoje artykuły - po to, żeby sama się przekonała, że jestem uczciwą dziennikarką z dużym doświadczeniem w pisaniu o kwestiach (także) rasowych. Po przemówieniu, tłocząc się wśród słuchaczy, którzy chcieli uścisnąć dłoń Michelle, musiałam wspinać się na fotele i biegać po nich, żeby wręczyć kopertę komuś z jej otoczenia. Kilka dni później, opanowana szaleńczą myślą, że Michelle mi odpowie, przed wyjściem w jakiejś sprawie z domu poinstruowałam moje dzieci, by - gdy zatelefonuje - były dla niej bardzo, ale to bardzo uprzejme.

Mamusiu - powiedział wtedy mój 10-letni synek, patrząc na mnie ponuro - bądź spokojna, Michelle Obama na pewno nie oddzwoni.

A sprawy jeszcze się pogorszyły, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Z Google dowiedziałam się, że przed wystąpieniem Michelle w Pontiac, sztab jej kampanii zaprosił redaktorkę miejscowego pisma dla kobiet, proponując jej przeprowadzenie z nią wywiadu. No i dziennikarka napisała między innymi, że z Michelle rozmawiało się jej tak, jak ze swoją dziewczyną.
strony:

Artykuł Lizy Mundy o jej książce Michelle Obama. Biografia, zamieszczony na łamach

Dodaj komentarz

Dodany: Środa, 18 Lutego   wykop ten link!


Oceń artykuł

Oceń teraz: 5.0 (głosów: 1)

 RSS komentarzy

  • Autor: patrycja schalau - (2009-05-05 19:07)

    nawet niezly pomysł ale musze schudnąć bo obiecałam mojej przyjaciółcc agnieszki laszkowskiej

      www

  • Autor: Agnieszka Łaszkowska - (2010-10-17 15:03)

    Dzięki ale nie skorzystam

      www

  • Autor: Monia - (2011-07-14 18:06)

    3 facetow juz mnie puscilo bokiem - pozakladalam im profile i ostrzegam inne naiwne dziewczyny - wejdźcie na zdradnik.pl !

     

więcej


więcej