Archiwum


Mniej więcej w tym samym czasie zatelefonowałam do pastora w chicagowskiej dzielnicy South Side, który znał Michelle. - Sztab kampanii polecił mi, żebym dał im znać gdy Pani się do mnie odezwie - wyjaśnił, dodając, iż poproszono go z góry, żeby nie rozmawiał o Michelle z jakimkolwiek autorem książek biograficznych, ponieważ oni sami "nie są jeszcze przygotowani na ludzi, którzy znali Michelle, żeby rozmawiać z nimi na jej temat".

Lecz ostatecznie co kogo mogą obchodzić takie dziennikarskie utyskiwania? W pewnym sensie wszystko to nie wygląda przecież aż tak źle, ponieważ każdy reporter dobrze wie, że gdy uniemożliwią mu kontakt ze źródłami, z którymi zwykle się rozmawia, wtedy on musi drążyć temat głębiej i docierać do coraz to nowych osób. Z drugiej jednak strony należy być ostrożnym jeśli się oczekuje, że prezydentura Obamy przyniesie ze sobą większą przejrzystość. Bo jeśli Barack Obama zostanie prezydentem, na pewno w Waszyngtonie nastąpią zmiany, lecz większe niż dotychczasowe otwarcie na media - oraz, co za tym idzie, na kontakty z publicznością - wcale nie musi nastąpić.

To prawda, że w obecnej kampanii prezydenckiej to właśnie obóz McCaina-Palin wykazał najwięcej energii w wykazywaniu pogardy dla mediów, zabraniając swoim ludziom kontaktowania się z dziennikarzami i głosząc teorię, w myśl której media są "filtrem" zniekształcającym prawdę, nie zaś grupą osób dokładających wysiłków, żeby do niej dotrzeć. Skądinąd także osoby zaangażowane w kampanię prezydencką nie Obamy nie były od tego, żeby zniechęcać do dociekliwości. W czerwcu na przykład powiedziano reporterom, że Obama leci do Chicago, podczas gdy miał się spotkać zupełnie gdzie indziej z Hillary Clinton. [...] Wydaje mi się, że prowadzący kampanię Obamy również liczyli na to, że wyborcy będą unikać pośrednictwa mediów, a informacje otrzymywać "wprost" ze strony internetowej kampanii. Albo też z książek napisanych przez Obamę. Proszę bardzo, jeśli ktoś chce, zapraszamy. Tylko pamiętajcie, że Barack Obama zapomniał, w którym roku poznał Michelle oraz daty śmierci jej ojca.

Oczywiście - sztabom kampanii wolno odmawiać dostępu do najważniejszych osób; muszą też mieć możność wyboru, kogo faworyzować, a kogo nie. Rozumiem też, że na kampanię w ogóle, a sama Michelle w szczególności, wali się lawina oszczerczych plotek. Jednak, jak myślę, jest coś bardzo zniechęcającego w skłonności do uciszania źródeł zewnętrznych, które chciałyby coś powiedzieć od siebie. Poza tym [...] ci, których się zniechęca do udzielania wypowiedzi, właśnie oni, mają do powiedzenia najwięcej na korzyść Najważniejszej Osoby. No i najważniejsze: nie zapewnia się "The Times" o gotowości do przeprowadzenia kogoś przez swoje życie o ile nie ma się takiego zamiaru.
strony:

Artykuł Lizy Mundy o jej książce Michelle Obama. Biografia, zamieszczony na łamach

Dodaj komentarz

Dodany: Środa, 18 Lutego   wykop ten link!


Oceń artykuł

Oceń teraz: 5.0 (głosów: 1)

 RSS komentarzy

  • Autor: patrycja schalau - (2009-05-05 19:07)

    nawet niezly pomysł ale musze schudnąć bo obiecałam mojej przyjaciółcc agnieszki laszkowskiej

      www

  • Autor: Agnieszka Łaszkowska - (2010-10-17 15:03)

    Dzięki ale nie skorzystam

      www

  • Autor: Monia - (2011-07-14 18:06)

    3 facetow juz mnie puscilo bokiem - pozakladalam im profile i ostrzegam inne naiwne dziewczyny - wejdźcie na zdradnik.pl !

     

więcej


więcej