
Była niedziela, wracałam z rodzinnego domu na wsi. W weekend miałam urodziny. Zaprosiłam paru znajomych. Połowa z nich nie przyszła. Pogoda też nie dopisała. A jakby tego było jeszcze mało, to rozchorowałam się w sam dzień imprezy. Na szczęście jakoś ją przeżyłam.
Podczas powrotu do Warszawy pomyślałam - co tu w końcu zrobić żeby zrzucić parę zbędnych kilogramów? Próbowała już rożnych diet, ale nigdy żadnej nie doprowadziłam do końca. A jeżeli skończyłam jakąś, to po kilku dniach, tak mi się chciało jeść, że znowu powracałam do swojej poprzedniej wagi.
Wieczorem, przeglądając Cosmo, podjęłam decyzje - spróbuję "dietę kopenhaską". Ale tym razem się nie poddam. Wytrzymam do końca!
Wydrukowałam z internetu kilka artykułów i zaczęłam czytać... Dieta kopenhaska przyśpiesza przemianę materii. Uważana jest za bardzo drastyczną i jedną z najbardziej wycieńczających organizm (tak twierdzą dietetycy) - przeraziłam się, ale czytałam dalej. Stworzona jest dla osób mało cierpliwych, które natychmiast chcą widzieć efekty - tak, tak, to coś dla mnie, strzał w dziesiątkę! Należy przestrzegać wszystkich wytycznych wskazówek, które są podane w diecie, ponieważ ich nie przestrzeganie powoduje, że efekt odchudzania ginie - to już gorsza informacja. Można schudnąć od 5 do podobno 20 kg. Kuracje trwa 13 dni i ani dnia dłużej. Jeśli podczas odchudzania wypijesz lampkę wina, będziesz żuć gumę lub zjesz coś, co nie jest w diecie, to przerywasz kuracje i efekt ginie - spróbuję, pomyślałam. Nawet jeśli uda mi się schudnąć 5 kilogramów, to będę skakać ze szczęścia.
Tak zmotywowana poszłam spać. Chociaż w głębi duszy wiedziałam, że jutro wstanę i na pewno zjem normalne śniadanie.
Pobudka o 6 rano. Wyciągnęłam kartkę z dietą i zobaczyłam, co dziś zjem na śniadanie. Niestety była to kawa, i tylko kawa, bez mleczka i cukru. Trochę się załamałam. Wypiłam ją i pobiegłam do pracy.
O 12 mogłam zjeść pół piersi z kurczaka i sałatę. Myślałam, że padnę z głodu, tak mnie skręcało do tej 12, ale wytrzymałam. Kiedy zobaczyłam, że następny posiłek jest o 17 stwierdziłam, że nie jest tak źle, jak mi się na początku wydawało. Wciągnę na wieczór 2 jajka i da się przeżyć.
Pierwszy dzień był szokiem dla mnie i dla organizmu. Kolejne dni nie były łatwe, ale jadłam wszystko zgodnie z tym, co było napisane w diecie i chudłam.
Dokuczały mi zawroty głowy i straszne skurcze łydek w nocy. Trwało to aż do czwartego dnia, kiedy mój organizm trochę przyzwyczaił się do tego trybu jedzenia i rzeczy zawartych w tej diecie. Wypijałam do tego wszystkiego jeszcze 3 litry wody dziennie.

Teraz jest 6 dzień diety i wiem, że to działa, bo schudłam o jeden rozmiar już po tygodniu.
Kontynuuje dietę, dzisiaj nawet miałam tyle siły, że poszłam na basen. Kręciło mi się trochę w głowie od wysiłku, ale ogólnie da się wytrzymać. Przede mną jeszcze tylko 7 dni i koniec tej głodówki. Jestem ciekawa, jakie będą efekty po kolejnym tygodniu.
7 dzień diety jest najgorszym dniem w tygodniu, ponieważ nie pije się kawy i je się tylko i wyłącznie kurczaka. Jestem bardzo ciekawa jak ja to wytrzymam. Już wiem, że muszę zaplanować sobie cały dzień tak, żeby nie myślę o tym, że nie mogę jeść.
Śniadanie: kubek czarnej kawy, kostka cukru Lunch: kurczak, sałata z olejem i cytryną Obiad: 2 jajka na twardo, duża marchewka
DZIEŃ 7
Śniadanie: kubek herbaty bez cukru Lunch: kawałek chudego grillowanego mięsa Obiad: NIC
Tak wytrwałam do wieczora 7 dnia, jedząc tylko pół piersi z kurczaka. Oczywiście tego dnia moje sny dotyczyły wyłącznie jedzenia! Śniły mi się różne smakołyki, ale dzięki temu wytrwałam.
Zaczyna się 2 tydzień mojej diety. Nawet nie jest tak źle. Dzisiaj są dobre rzeczy do jedzenia, ale musze znowu pamiętać o tym, żeby więcej pić niż jeść, bo to najlepsze wyjście w tej sytuacji.
Tego dnia wróciłam z pracy i zjadłam najpóźniejszy posiłek o 17 i poszłam na basen. Musze powiedzieć, że coraz szybciej mijają mi te dni.
Dzisiejszy dzień minął mi dobrze. Jogurcik zawsze łagodzi moje podniebienie, mniam, pychota.
Jadę do rodziców. Jedzonko mamusia mi kupiła i będę się odżywiała po swojemu, tzn. stosowała się do diety. Nie mogę teraz przecież zrezygnować. Po tylu dniach było by to grzechem.
Przyjechałam wieczorem do domu i nie wiedziałam, że będzie aż tak ciężko. Tak jak przypuszczałam mamka zrobiła pyszną kolację i wszyscy zajadali świeże bułeczki, serki, rożnego rodzaju sałateczki, a ja... siedziałam przy sałacie z olejem i cytryną.
Ostatni dzień diety. Spędziłam go na planowaniu, co będę jadła w najbliższym czasie. Już wymyśliłam tyle rzeczy, że chyba muszę zacząć spisywać je na kartce. Nie. Nie mogę tyle rzeczy zjeść na raz, bo od razu bym przytyła.
Wieczorem zważyłam się i jestem pod wrażeniem. Schudłam!!! 8 kg!!! To chyba nie zły wynik. Mierze wszystkie spodnie i... za luźne. Jest super. Udało się. Jestem z siebie dumna.
Dieta nie jest taka drastyczna jak piszą na forach internetowych. Rzeczywiście na początku jest to mały szok dla organizmu gdy nic się nie je rano, ale da się to przetrwać. Po za tym szybko człowiek się przyzwyczaja.
Wadą jak dla mnie jest tylko to, że tak mało je się owoców. Ale i tak najważniejsze jest to, że jest wynik, i to widoczny!
Zastanawia mnie teraz jedno, co ja mam teraz jeść i w jakich ilościach żeby nie przytyć. Oto jest pytanie. Zachęcam do zastosowania tej diety.
PS Jeśli będziesz głodna wypij szklankę wody. Pij przynajmniej 2 litry wody dziennie!!!