
Nie jest to nowomodny amerykański wymysł - jak wolą myśleć niektórzy. Tradycja święta wywodzi się z obrzędów Celtów.
By zapobiec powrotowi dusz zmarłych w ciała żywych Celtowie tańczyli wokół wielkich ognisk w maskach, imitujących demony. Hałasem odpędzali duchy.
Lud ten najdłużej zamieszkiwał Irlandię, dlatego właśnie to z tych terenów wywodzi się Halloween. Wszystkie współczesne zwyczaje towarzyszące świętu powstały wraz z rozwojem cywilizacji i kultury.
Obecnie Halloween w Irlandii jest jednym z ważniejszych wydarzeń w roku. Do tego stopnia, że już na przełomie września i października powstaje problem, które dekoracje są ważniejsze: te na Święto Duchów, czy na Boże Narodzenie. Tak, to co u nas jest związane ze smutkiem, na zielonej wyspie jest okazją do szampańskiej zabawy.
Nie mniej w tym komercji niż w Walentynkach. Sklepy dla przyciągnięcia klientów starają się do każdych zakupów dodawać jakiś mały gratis. Może to być na przykład garść orzechów, które tradycyjnie winno się wrzucić do ogniska lub kominka.

W późniejszych obrzędach rzepa stała się symbolem zagubionej duszy. Z czasem "rozrosła" się do rozmiarów dyni, a później zatraciła ścisły związek z wierzeniami.
Halloween odbywa się 31 października, czyli w przeddzień Wszystkich Świętych. Nie jest to w Irlandii ustawowo dzień wolny. Nazajutrz niektórzy jednak nie są w stanie iść do pracy i biorą urlop na żądanie, czyli po prostu "call sick" (tłum. dosł. - zadzwoń i powiedz, że jesteś chory).
Wszystko dlatego, że tego dnia zabawa jest obowiązkowa! Jest to jeden jedyny dzień, kiedy nawet w środku tygodnia ulice centrum Dublina zapełniają się najcudaczniejszymi postaciami. Bo przebranie z tej okazji też jest obowiązkowe.
Nikogo nie szokuje, że koledze z pracy, tak zwykle statecznemu i twardo stąpającemu po ziemi, nagle spod codziennej koszuli prześwituje jaskrawoniebieskie coś. A przy poruszaniu koszula rozchyla się i widać kawałek litery "S". Superman jest już gotowy do wieczornej zabawy, a także do konsultacji z kolegami, których także porwała atmosfera Halloween - jak dzieci.
Zabawa przybiera w stolicy Irlandii różne formy, zależnie od wieku. Dzieci zachowują się właściwie tak samo jak w amerykańskich filmach. Do późnej nocy biegają po podwórkach i osiedlach strasząc sąsiadów i psocąc.
Zwyczaj proszenia o jedzenie (cukierki) również jest zakorzeniony w celtyckich obrzędach. Swego czasu w te dni biedacy podążali od domu do domu prosząc o pożywienie dla przybywających dusz.
Nawiasem mówiąc w słowiańskiej kulturze także istniał rytuał przyjmowania i karmienia zjaw zmarłych, zwany Dziadami. Dusze dzieci podejmowano innymi pokarmami niż dusze dorosłych. Prawdopodobnie stąd słodycze. Obecnie na wyspach oprócz słodyczy w ruch idą także fajerwerki oraz różne inne gadżety, których przeznaczenia nie udało się do końca ustalić.
Na parkiecie, czy przy barze można spotkać przeróżne postacie z bajek, legend, filmów - najczęściej horrorów, czyli wszelkie wampiry, żywe trupy, mumie itp. Chociaż z drugiej strony ważąca 120 kilo wróżka też może przerazić, choćby nie wiem jak różowa była jej tiulowa spódniczka. Nieokiełznana jest inwencja Irlandczyków w wymyślaniu strojów na zabawę. Obciachem jest się nie przebrać! Taki ktoś następnego dnia wedle tradycji musi postawić kolegom "leczniczą" kolejkę.