
Rozmowy z przypadkowymi ludźmi, w przypadkowych miejscach i na przypadkowe tematy sa nieprzypadkowo pasjaonujace. Mówię o pogodzie - gdy akurat pada, sytuacji społeczno-politycznej - gdy zdarzy się coś kontrowersyjnego, nieostrożności kierowców - gdy przejeżdza wyjący ambulans, i niesforność dzieci - gdy akurat słychać jakiegoś płacz. Taka rozmowa musi składać się ze zdań przewidywalnych i w takich sytuacjach powtarzanych. Gdy pada należy powiedzieć "co za pogoda, pod psem". Gdy zdarzy się w polityce kontrowersja "oni wszyscy to złodzieje i tyle".
Jakiś czas temu wdałam się w pogawędkę w sklepie samoobsługowym. Wszystko toczyło się jak zawsze - kasjerka zagadnęła o włosy - czy farbowane. Grzecznie potwierdziłam.
Kolejnego dnia natknęłam się przy kasie na tę samą kasjerkę. Wymieniłyśmy uśmiechy dowodzące wzajemnego rozpoznania i zaczęła się historyjka. Właśnie dziś córka kasjerki zdała prawo jazdy za pierwszym razem. Grzecznie pogratulowałam. Kasjerka zaczęła opowiadać okoliczności egzaminacyjne z wszelkimi detalami, jednocześnie dość opieszale skanując moje zakupy. Równie grzecznie, co dzień wcześniej, słuchałam, potakiwałam,
Kilka dni później wybrałam się znów do ulubionego samu... Przezornie stanęłam w drugiej kolejce, bo moja kasjerka znów miała zmianę. Dyskretnie przyczaiłam się za stojakiem z gumami, aby nie odczuła przykrości, gdy zorientuje się, że zdradziłam ją na rzecz innej kasjerki. Jednak stojak z gumami nie jest najlepszą kryjówką przed bystrymi, małymi oczkami obrotnej ekspedientki. Nie mogłam nie zauważyć jej desperackich znaków, świadczących, że mnie zauważyła. Z przyklejonym uśmiechem stanęłam w stosownej kolejce.
Tym razem moja kasjerka zaczęła rozmowę jeszcze podczas obsługiwania klienta stojącego przede mną. Opowiadała o synu, który pracuje w Niemczech. Szczegółowo streściła, co wziął ze sobą do jedzenia i ubrania, czym jechał. Dyskretnym szeptem zdradziła jak bardzo tęskni i jak często dzwoni, ile za to płaci i ile ona płaci za międzynarodowe do Niemiec.
Gdy już klient przede mną został obsłużony, gdy już przeliczył swoją resztę i zauważył błąd kasjerki w kwocie do wydania, ona opowiadała już, dlaczego syn wyjechał. Dziewczyna go rzuciła, a on tak bardzo ją kochał, ciągnęła wyjaśniając przy okazji pomyłkę z resztą.
Zaczęło się skanowanie moich zakupów... Otóż ta dziewczyna nie była Polką, była z Ukrainy albo i nie wiadomo skąd jeszcze. Źle jej z oczu patrzyło. Można się było tego spodziewać. Mąż od razu mu to powtarzał, ale syn jak ten głupi szedł jak ćma do ognia.

Już nie miałam siły współczuć werbalnie, ani nawet mimiką. Widziałam tylko rozzłoszczone miny stojących za mną i powiększającą się kolejkę. Historię zawodu miłosnego syna kasjerki słyszałam już tylko półuchem. Do zeskanowania zostało masło, mleko i pasta do zębów. Pod ostrzałem złych spojrzeń zza pleców, w myślach obliczam, że
Zapomniałam jednak o ceremoniale wydawania reszty. A może ma Pani złoty pięćdziesiąt siedem? To może chociaż pięćdziesiąt siedem? No to może siedem? Albo chociaż dwa? Mam siedem. Oj złociutka, tak też nie będę miała wydać. Może ktoś z państwa ma rozmienić złotówkę? Naprawdę nie będzie Pani miała?
W końcu jednak moja kasjerka znalazła rozwiązanie - to trzy grosze Pani odda przy okazji. Jej mina mówiła, że właśnie nasza przyjaźń została przypieczętowana. Pod ostrzałem groźnych spojrzeń wyszłam z ulubionego samu. Okazji do oddania trzech groszy mojej kasjerce już nie będzie. Teraz mam inny ulubiony sklep.