Piersi to ta część kobiety, która jest jedną, zasadniczo dwiema, z najbardziej pożądanych rzeczy przez facetów, nawet w zestawieniu z niezłej klasy samochodem. Już sama ich nazwa, samo słowo, wywołuje uśmiech na twarzy...

W tym stwierdzeniu jest wiele prawdy, z tą różnicą, że ja bawiłbym się nimi wszędzie, nie tylko w domu.
Piersi są tak różne, jak różne są kobiety. Dlatego w każdym zdrowym facecie powinien obudzić się podróżnik, który chce je wszystkie odkryć, wydobyć na "światło dzienne"- zasadniczo polecałbym półmrok - dotknąć i posiąść!
Oprócz oczywistego podziału piersi na rozmiary miseczek i takie tam... Oczywistego dla Was Panie, bo nie dla wszystkich. Dla przykładu - mam kolegę, który kiedyś kupował bieliznę "swojej kobiecie" metodą porównań i gestykulacji z przejściem do metody praktyczno-oglądowej. Robił to z takim zawzięciem, że mało by w twarz nie dostał, tłumacząc, że piersi dziewczyny są "tak na dłoń i kawałek" i próbując nawet złapać panią ekspedientkę za... w celu porównania.
Ale są też i inne klasyfikacje. W podaniach ludowych, slangu, czy też w mowie potocznej wykształciło się kilka określeń. Postaram się je przytoczyć.
Zauważcie, że większość nazw porównuje piersi do owoców, a jak wiadomo owoce smakują najlepiej z bitą śmietaną. I tak piersi dzielą się na:

Czy będziesz to robić sama, czy skorzystasz z pomocy, nie ma zasadniczo znaczenia, ale pamiętaj, nie rob z siebie "psa ogrodnika".
Porada feministki - jak mu się nie podoba, niech pożyczy sobie okulary od Eli z "Idola" i gumowe, za ciasne rękawiczki.
Porada feministki - jak mu się nie podoba, to facet jakiś lewy muł jest i dawno na odmulenie w pysk nie dostał. Tu zgadzam się z feministką.
Zalecenia faceta - pod nóż z nimi, skalpel zasadniczo!
Porada feministki - pod nóż.
- piersi gruszki i dzwonki w czasie ruchu obijają się o siebie - morskie falują, nawet nie pytajcie o oceaniczne, bo przyjdzie tsunami - tańczące w ruchu pracują niezależnie - bokserki potrafią podbić oko - dezerterki mogą uciec ze stanika
Porada feministki - jak mu się nie podoba, to niech wyskoczy na gołe klaty.
Rada dla matek karmiących lub nie, ale przyzwyczajonych do karmienia piersią - "Mamo, daj possać. A masz synku, tylko nie odchodź daleko". Tego nie róbcie!!!
W razie zażaleń cała redakcja podda się podobnym zabiegom.
Wyobraźcie sobie małą włoską winnice, leżącą u podnóża dwóch gór, przy niej kilka drzewek, a miedzy nimi wijący się strumień o niespotykanie przejrzystej wodzie. Wszystko to otoczone malowniczą plantacją winorośli, którą codziennie, delikatnie o poranku i intensywnie w samo południe, muskają promienie włoskiego słońca. Sprawiają one, że owoce winne są najlepsze i najsmaczniejsze w całej okolicy.
Plantacje tę założył młody Włoch w nadziei, że zapewni mu godziwą przyszłość i szczęście dla jego rodziny, a co najważniejsze dla Niej. Bo to właśnie dla Niej tak pieczołowicie i troskliwie pielęgnował swoje winorośle.
Pierwszy raz ujrzał ją trzy lata temu i od tamtej pory myśli jego są uwięzione, a oczy skierowane w poszukiwaniu Jej wizerunku. A co najważniejsze cierpienia te słodkie są odwzajemnione.
Pewnego dnia wybrał się nasz Włoch na obie góry, ale tym razem celem jego nie był przegląd winnicy, jak to robił codziennie. Przechadzając się wypatrywał najpiękniejszej winorośli własnej hodowli z jednej góry i z drugiej. Gdy je w końcu ujrzał, zerwał je i zabrał do domu. Tam z obu kiści wybrał po jednym gronku. Były one najpiękniejsze, jakie widział w całym swoim życiu. Położył je na drewnianym stole przed domem, wystawiając na działanie promieni słonecznych. Gdy już słońce zabrało całą wodę z obu winogron, oczom jego ukazały się najpiękniejsze rodzynki, jakie widział w życiu.
To właśnie one przystroiły dwie śnieżno białe gałki lodów, które podał Jej jako deser po kolacji, na której poprosił Ją o rękę. Odpowiedź była szybka, długo wyczekiwana i szczera - Tak. I żyli długo i szczęśliwie (pomijając tę tragedię, która stała się w międzyczasie).
Ale, do czego zmierzam? To właśnie sutki kobiety przypominają mi owe rodzynki. Wracasz do początku całej historii i odwracasz bieg wydarzeń.
To tak jakbyś oddał rodzynkom życiodajną wodę, którą zabrało słońce, i stały się one na powrót pięknymi i dorodnymi gronami.