17:30, klatka
Na osiedlu w ostatni dzień wakacji jest ciszej niż zwykle. Wszyscy siedzą w domach i udają, że jutro to jeszcze nie jutro.
Pukanie. Sąsiadka z siódmego, ta od fikusa, trzyma w rękach laptopa jak coś, co mogło umrzeć w drodze.
— Panie Gustavie, on się nie włącza, a Kuba jutro idzie do szkoły.
Nie pytam, skąd wie, że się znam. Na tym osiedlu wszyscy wiedzą, choć nigdy nikomu o tym nie mówiłem.
W tym roku były już: drukarka spod trójki, telewizor pana Zdzisława i router, który okazał się wyciągnięty z kontaktu. Za każdym razem zaczyna się tak samo — pukanie i zdanie „bo pan się na tym zna”.
18:05, pracownia
Kładę go na czarnym blacie, obok wciąż rozłożonego statywu. Wentylator wyje jak startujący samolot.

Otwieram spód. W środku kurz z czterech lat i wentylator zapchany tak, że trzeba go dłubać spinaczem.

Naprawdę zdmuchuję kłaki z radiatora i przez czterdzieści minut odinstalowuję jedenaście pasków narzędzi, których nikt nigdy nie chciał.
19:40, pracownia
Kuba przychodzi po niego sam. Ma dwanaście lat i stoi w drzwiach tak, jakby nie wiedział, czy wolno mu wejść.

— Będzie chodził? — pyta.
— Będzie. Ale nie stawiaj go na kołdrze, bo się dusi.
Kiwa głową i zapamiętuje to na całe życie, poznaję po minie. Potem pyta, czy to prawda, że kiedyś składało się komputery z części.

Naprawdę mówię „no pewnie”, pokazuję mu na palcach, gdzie siedzi pamięć, i oddaję sprzęt.
20:15, klatka
Sąsiadka chce zapłacić. Mówię, że to było dziesięć minut, choć było dwie godziny.
Zamykają się drzwi windy i słyszę jeszcze, jak on tłumaczy jej coś o kołdrze.
21:50, kuchnia

Wstawiam wodę, chociaż nie chce mi się herbaty. Za oknem zapalają się kolejne kuchnie — o tej porze, ostatniego dnia sierpnia, cały blok szuka piórnika.
Na dole ktoś trzaska bagażnikiem. Ktoś inny woła przez okno, że plecak stoi w przedpokoju, tam gdzie zawsze.
Biorę telefon i ustawiam budzik na szóstą czterdzieści. Palec zawisa nad zielonym suwakiem.

Naprawdę kasuję budzik i zostawiam telefon ekranem w dół.
Jutro rano ten blok wstanie o szóstej. Ja mogę spać.




