lifestyle
Emigracyjne know-how

Irlandzkie szaleństwa

koralgola

C
ChceBycPiekna.pl
7 min czytania
Emigracyjne know-how: Irlandzkie szaleństwa
✨ Magic


Wszystko co dobre, szybko się kończy. Lato na przykład skończyło się jeszcze przed swoim astronomicznym rozpoczęciem. Letnie ubrania, kupione na czerwcowe upały, zawisły w szafie, bo okazji zabrakło. Ale kto wie, może jeszcze przyjdzie dla nich czas, nawet w tym roku.

To nic, że już jesień. To nic, że za chwilę zmienimy kalendarze. Jeszcze będzie gorąco!

Nie, nie chodzi o globalne ocieplenie klimatu, chodzi o Sylwestra i karnawał.

Ostatniego dnia grudnia, jak co roku, narzekając na tłumy i wysokie ceny, większość wybierze się na okolicznościowy bal. Do hotelu, domu kultury, restauracji, pobliskiej knajpki, gdziekolwiek, byle była muzyka, dużo dobrego jedzenia i morze alkoholu. Bo to przecież jedna, jedyna taka noc w roku - magia.

przywitanie Nowego Roku w Dublinie ogranicza się do toastu o północy i zabawy do około 3 w nocy w centrum miasta
Niestety magia mija już o poranku (albo po południu), kiedy budzimy się i... znów narzekamy. Niby wszystko dobrze. Potańczyliśmy, zjedliśmy, wypiliśmy, ale niektórych zmogło już tuż po północy, i wiele nie zapamiętali. A przygotowania i wydatki, zaczynające się już na początku jesieni, warte były przynajmniej tego, aby czar potrwał co najmniej tydzień.

Największy wstrząs w konfrontacji z rzeczywistością przyniósł przełomowy Sylwester 1999/2000. Próbowano nawet powtórzyć jego kasowy sukces, przekonując, że wiek zaczyna się dopiero w jego pierwszym roku, że ważniejsza jest noc 2000/2001. I te kilka godzin raz do roku dalej jest momentem kluczowym, wraz z wszelkimi towarzyszącymi temu konsekwencjami.

Przywitanie Nowego Roku w Dublinie ogranicza się do toastu o północy i zabawy do około 3 w nocy w centrum miasta. Na obrzeżach niektóre knajpy zamykane są już o 00:30. Tamtejsze puby w większości nie przypominają naszych krajowych. Nie mówiąc już o tym, że w Polsce poza centrami miast nazwa "pub" oznacza stałą melinę miejscowej łobuzerki. Na wyspach jest inaczej.


Lokale - nawet w dzielnicach tak odległych od śródmieścia Dublina, jak dla porównania w Polsce Jelonki albo Zacisze od centrum Warszawy - to piętrowe, wolno stojące budynki, o nowoczesnym albo tradycyjnym dizajnie. Ale zabawa trwa krótko,

poza granicami centrum próżno szukać nocnych klubów
bo przepisy są przepisami. W dzień powszedni ostatni gość musi opuścić lokal około północy. W soboty może sobie pozwolić na picie do pierwszej w nocy, a o wpół do drugiej musi opuścić bar. Jeżeli tego nie zrobi, mogą być nieprzyjemności.

Ulice patroluje Garda - tamtejsza policja, która ma prawo wetknąć nos do każdego lokalu, a nawet ukarać mandatem zapóźnionych gości. Tylko nocne kluby na licencji są uprawnione do zabawiania gości do 3-4 nad ranem. Godzina, o której muzyka przestaje grać, i wszyscy muszą wyjść, zawsze jest dokładnie określona, tak jak po seansie w kinie. Tym, którzy nie są w stanie poruszać się odpowiednio szybko, w wychodzeniu pomagają ochroniarze i personel.

Makijaż, bardzo mocny, najlepiej świecący, buty na najwyższym możliwym obcasie, ubranie kolorowe, niezakrywające nawet bardzo okrągłych kształtów to weekendowa moda
Do lokalnych, dzielnicowych pubów, zazwyczaj przychodzi codziennie to samo towarzystwo - okoliczni mieszkańcy. Poza granicami centrum próżno szukać nocnych klubów. Mieszkańcy z przedmieść Dublina muszą, niczym warszawiacy spod Łomianek, męczyć się by dotrzeć na imprezę.

Irlandzka komunikacja jest w dużo bardziej opłakanym stanie niż nasza rodzima. Na pocztówkach z Dublina krąży zdjęcie szkieletu z walizeczką, siedzącego na przystanku autobusowym. Atutem miasta jest to, że jest mniejsze, a taksówki są relatywnie tańsze. Wszystkie kluby, puby i inne punkty rozrywki można obejść na piechotę, bo są przy kilku głównych ulicach. Nawet praktykując klasyczny clubbing, w drodze z baru do baru, nie przerywamy zabawy, bo chodzenie, tymi kilkoma ulicami w nocy, też jest zabawą!

Pełno tam pań w świecących kubraczkach, koszulkach, z brokatowymi torebeczkami - takich, które u nas naprawdę widuje się tylko w noc sylwestrową. Tam to weekendowa norma. Makijaż, bardzo mocny, najlepiej świecący, buty na najwyższym możliwym obcasie, ubranie kolorowe, niezakrywające nawet bardzo okrągłych kształtów. Ale kto by się tym przejmował?! Mężczyznę pod ramię i w drogę.

Na ulicach, między 22:00 a 23:00, królują piesi. Migoczący tłum przelewa się przez chodniki. Ludzie pozdrawiają mijających ich znajomych. Przed barami stoją grupki palących, bo w środku nie wolno.

Atrakcją są wieczory panieńskie. Tam nazywa się to "hen party", czyli kilka kwok - druhen, przepisowo prezentujących jednakowe stroje, i wyróżniająca się kura - przywódczyni, przystrojona białym welonem.
Stroje dla nich są dostępne w specjalnych sklepach i w różnych wariacjach. Najlepiej, gdy są jak najbardziej prowokacyjne, zauważalne, wulgarne.

godzina "Zet" - mniej więcej wpół do pierwszej, światła w barze zaczynają migać, to nie spóżniona dyskoteka, a znak, że barmani uciekną zaraz na zaplecze
Cały ten barwny potok wlewa się w drzwi lokali wszelkich. Co najciekawsze, te najbardziej błyszczące, roznegliżowane, wyfiokowane panie, pasujące do stroboskopowych błysków, zasilają szeregi gości nie na parkietach najnowszych nocnych klubów, tylko zwykłych barów.

W weekendy muzyka na żywo w barach jest obowiązkowa, ale parkietu do tańca jako takiego i kolorowych świateł brak. Za to jest paczka znajomych i paleta popularnych alkoholi, które pije się siedząc przy stoliku. I to właściwie wszystko. Kolejka za kolejką. I w zasadzie nic się dalej nie dzieje. Ludzie siedzą. Niewiele mówią, bo muzyka coraz głośniejsza. Wydaje się, że nie po to tam są, żeby mówić. Nagadają się w tygodniu w pracy, i to im wystarczy.

Następny alkohol pojawia się na stoliku, zanim jeszcze skończy się aktualnie spożywany. Goście gdy już dobrze podpiją i usłyszą, jak co tydzień, te same znane przeboje, podrywają się z miejsc i sami sobie tworzą parkiet do tańca między odsuniętymi stolikami.

Tak zastaje ich godzina "Zet", czyli mniej więcej wpół do pierwszej, i światła w barze zaczynają migać. Ale to nie jest spóźniona dyskoteka, ani problemy z elektrycznością, tylko znak, że za pół godziny barmani uciekną na zaplecze, i nikt już nie poda alkoholu. Kto żyw, pędzi do baru. Tworzą się skorupy ludzkie, przyklejone do blatu, prześcigające się w zamawianiu kilku drinków na osobę. Barmani dwoją się i troją. Posługują się wszystkimi czterema kończynami, a czasem jeszcze i innymi częściami ciała przy nalewaniu zamówień.

irlandzkie kluby nie mają jednak nic wspólnego z polskimi
Muzyka cichnie. Obsługa znika. W teorii czas ten przeznaczony jest na dopicie ostatniego drinka i wyjście. Ale zabawa w barze trwa w najlepsze! Języki się rozwiązują. Przypominają się kawały. Niewypity alkohol czeka na swoją kolejkę. Wtedy wkracza personel i wypędza gości - najpierw po dobroci.

Irlandczycy akceptują to. Na spotkania z przyjaciółmi wybierają raczej pub niż kluby nocne. Te ostatnie wśród tubylców cieszą się złą sławą. W klubach bawią się głównie obcokrajowcy, którym nazwa ta nie kojarzy się z niczym złym.

Irlandzkie kluby nie mają jednak nic wspólnego z polskimi. Panuje tam atmosfera mało pozytywnie pojętej przygody, czasem chamstwa. W pubach personel dba o gości. Gdy klient poskarży się na uciążliwego sąsiada, sąsiad ten może mieć problemy by wejść do pubu następnym razem. W klubach tego nie ma. Obsługa zajęta jest czym innym. I aż się prosi o selekcję na bramce, tak znienawidzoną nad Wisłą.

C

O Autorce: ChceBycPiekna.pl

Redaktorka portalu Chcę Być Piękna. Pasjonatka tematów związanych z urodą, zdrowiem i świadomym stylem życia.

Czy ten artykuł był pomocny?

Oceń ten artykuł

Dyskusja (0)

Dołącz do rozmowy

Zaloguj się, aby komentować i dzielić się swoimi przemyśleniami.

Dziękujemy za lekturę

Facebook X

Polecane dla Ciebie

💌

Klub Kobiet

Otrzymuj darmowe porady stylistki.

Partner Merytoryczny
Nano-Tech

Nanobiotic Gold Skin Repair

Krem z nanotechnologią złota i srebra aXonnite. Działa na KAŻDY typ cery - regeneracja, nawilżenie, ochrona bariery lipidowej. Innowacyjna polska marka.

Poznaj markę
Nano-Tech