
Jest nas więcej. Żyjemy dłużej. Jesteśmy niezbędne przy prokreacji (oni niby też, ale nie bądźmy drobiazgowi).
No i te kolory! Przeciętny mężczyzna rozróżnia ich zaledwie garstkę, a tu tyle odcieni, że nawet najzdolniejszym impresjonistom trudno było je naśladować.
To są dowody nie do obalenia - teoretycznie, bo tak się jakoś dziwnie przy tym wszystkim składa, że to oni są ciągle na świeczniku. I podobnie jak płomienie oddziałują na nas rozgrzewająco, nie zawsze jednak w tym pożądanym romantycznym sensie, bo raczej zagrzewająco do walki, tak nie musimy się już bić o dostęp do szkół, biur i gabinetów.
Teraz przyszedł czas na batalię o maniery, o grzeczność, którą nasi rycerscy panowie powinni nam okazywać, a o której skrzętnie i z niezwykłą łatwością zapominają.
Ale największy kłopot w tym, drogie panie, że same jesteśmy sobie winne. Nie możemy bowiem oczekiwać, że będziemy traktowane jak damy, skoro same, niejako przy okazji obierania kursu na niepodległość, zrezygnowałyśmy z bycia damami. A przyszło nam to wyjątkowo lekko i bez koniecznej refleksji.
Mamy jeszcze szansę odzyskać utracony szacunek. Przyznajmy - będzie to praca ciężka, zwłaszcza dla mężczyzn, którzy przyzwyczaili się już do luksusu braku wyczucia i taktu, do spóźniania się na randki, przepychania w drzwiach, pozostawiania nam do dźwigania tonowych plecaków i wpakowywania nas po spotkaniu do pierwszego lepszego autobusu lub pozostawiania bez skrupułów na przystanku.

Ale gwarantuję, że się opłaci. A przy tym nie stracimy żadnego ze swych krwią i skandowaniem okupionych praw. Wprost przeciwnie - zyskamy ich jeszcze więcej. A i nasi panowie nie będą mieli podstaw do narzekań, bo przecież czarną robotę nadal będziemy odwalać na spółkę.
Rzecz nie w tym, by przy każdej możliwej okazji rozrzucać w miejscu publicznym białe, jedwabne chusteczki, i z dumną miną czekać, aż je któryś dżentelmen podniesie. Z taką chusteczką możemy się raczej od razu pożegnać.
Chodzi o to, by subtelnie i ze sporą dawką cierpliwości uczyć swojego mężczyznę towarzyskiego savoir-vivre'u: - przytrzymać jego dłoń na klamce, póki nie wejdziemy pierwsze - podać mu płaszcz, by go odniósł do szatni - przypomnieć, że jeśli odprowadzi nas pod drzwi, ma większą szansę zostać zaproszonym na noc, niż gdy nas żegna niemal natychmiast po opuszczeniu kina... i tak dalej, i tak dalej.
Jedna, ale bardzo istotna uwaga:
Jeśli w tym czasie nasz wybranek nie załapie aluzji, to znaczy ni mniej ni więcej, ale tyle, że jest totalnie niereformowalny i natychmiast powinnyśmy dać sobie z nim spokój.
Chcemy co prawda zrobić z niego swojego rycerza, ale
Równie ważne, jak tresowanie faceta, jest wyszkolenie samej siebie. Przejście kursu pod tytułem
Bo, proszę mi wierzyć, jeśli klniemy niczym szewska pomocnica, chodzimy ciężko i niezgrabnie, jakby nam ktoś uczepił ciężarki u stóp, bekamy, nie zasłaniamy ust i nosa przy kichaniu, śmiejemy się i opowiadamy sprośne historie byle głośniej i w wersji ja-jestem-tu-najlepsza, bo na uszko to już nam wolno, a nawet byłoby w niektórych sytuacjach wskazane. Jeśli folgujemy nieokiełznanej potrzebie swobody, zarzucając na siebie byle co i w byle jakiej kondycji i traktując to byle co również byle jak, rozciągając, podciągając, naciągając i szurając, więc jeśli tak postępujemy, drogie panie, to absolutnie nikt nie będzie nas traktował z dżentelmeńską grzecznością.
Dlatego popracujmy najpierw nad sobą, również w domach - to jest apel do pań w stadłach. Nie ma znaczenia, że on widział nas już zwaloną z nóg przez grypę, zasmarkaną, wyrzucającą podpaskę, że wpadł do łazienki akurat, gdy goliłyśmy nogi albo depilowałyśmy brwi. Nie robi żadnej różnicy fakt, że w sobotę biegamy po domu w dresach i ze ścierką, a rozczochrane włosy ściągamy na tył głowy starą jak świat opaską.
Mimo wszystko powinnyśmy się kontrolować, dbać o siebie, starannie ubierać i zachowywać tak, jakbyśmy szkołę kindersztuby odbyły u mistrza. A na wieczorne wyjście-special zakładać szpilki.
To czyni cuda.
Cóż mogę dodać - bądźmy damami, choćby na traktorach i każmy się traktować jak damy, choćby w fabrykach kleju. Powodzenia.